Monday, 18 May 2009

Leah

Jak to jest, że czasem tak bezbłędnie, instynktownie widzimy w ludziach to, co oni starają się za wszelką cenę ukryć? Jak to jest, że czasem można zajrzeć tak głęboko do środka kogoś? Przez te wszystkie mury, maski, bariery, pozy... dostrzec coś nagiego, bezbronnego... 

Jak to jest, że czasem spotykasz na swojej drodze człowieka i od razu wiesz, że nie przemknie przez Twoje życie bez śladu? Jak to jest, że czasem, bez słów, bez najmniejszego wysiłku, czasem nawet bez potrzeby, następuje jakieś ... hmm... "zaskoczenie", "załapanie" tej drugiej osoby. I wiesz dokładnie co w niej/nim tyka.  

I czy to błogosławieństwo jest, czy przekleństwo? I co z tą wiedzą zrobić? Czy to jakiś przeostrzony zmysł obserwatora? Czy nadwrażliwość odbioru? Hmm... wiecie o co mi chodzi?

Spotkałam na swojej drodze takich osób, niektóre z nich wciąż są w moim życiu, niektóre już nie. Spotkałam też takich, którzy we mnie potrafili to coś zobaczyć, wydobyć coś dla innych niedostępnego. Niektórzy wciąż są w moim życiu, niektórych już nie ma. Ci, których już nie ma zabrali ze sobą jakąś cząstkę i czasem smutno mi z tego powodu. Ale taka jest cena tego, że byli w ogóle. Hmm... wiecie o co mi chodzi?

Czemu o tym piszę? Bo trzy dni temu właśnie straciłam taką osobę. Może tak naprawdę straciłam ją pół roku temu, ale przez ostatnie pół roku jeszcze była nadzieja. A ja z właściwą sobie upartością- nie odpuszczałam. Trzy dni temu stało się jednak oczywiste, że nic nie da się już poskładać. Że oto nadszedł czas, punkt, gdzie nasze ścieżki się rozchodzą. I nie ma już nadziei. Jak to przeboleć? Normalnie, powiecie zapewne, przyjaźnie się rozpadają. Taka kolej rzeczy. Zagryzam więc zęby i idę dalej, bo ileż można opłakiwać normalne przypadłości życia?

***

Czemu ten wpis ma tytuł Leah? Bo od tego dziewczęcia zaczęła mi się myśl, to o niej miałam pisać. Tylko wstęp mi się jakoś za bardzo rozwinął. 

Leah ma 23 lata i nikt jej w pracy nie lubi. No, może oprócz facetów, ale dla nich istnieje tylko jako "best-blow-job-lips Leah" albo "shag-anyone-anythime Leah" albo "fake-boobs Leah".

Dla reszty istnieje jako najbardziej wulgarna, bezpośrednia i bezwstydna osoba jaką znają. Bez najmniejszej żenady opowiadająca o tym kogo ostatnio przeleciała i w jakiej pozycji pomiędzy przygotowywaniem wizy do Hiszpanii a odnawianiem paszportu brytyjskiego. Zaczynająca dzień od szczegółowego i głośnego sprawozdania ze swojej cytologii czy też dolegliwości pierwszego dnia okresu i rozmiaru tamponu jakiego użyła. Służąca publiczną radą na temat własnych doświadczeń z zakresu odsysania tłuszczu, aborcji, powiększania piersi. Wszystko na forum publicznym, podczas normalnego dnia w pracy w pomieszczeniu pełnym młodych chętnych mężczyzn i nieco bardziej zażenowanych kobiet.

Leah mnie nienawidziła jeszcze zanim zaczęła ze mną pracować. Nie miała najmniejszych problemów powiedzieć mi w twarz, że uważała mnie za wredną sukę kiedy byłam klientem jej firmy. Teraz jestem jej ulubioną osobą ze wszystkich i z jakiegoś dziwnego powodu lgnie do mnie jak do starszej wytęsknionej siostry. I też nie ma najmniejszych oporów publicznie mi tego oświadczać. 

Leah... kiedy na nią patrzę to spod tej wściekle czerwonej szminki, spomiędzy tych silikonowych piersi i spod tych siatkowych rajstop widzę małą przerażoną dziewczynkę rozpaczliwie szukającej kogoś, kto ją przytuli. Choć na chwilę. Z tej całej jej wściekłej agresji do świata, do ludzi, gdy rzuca paszportami o ścianę, gdy klnie na klientów, gdy kopie w biurko, gdy uderza pięścią w twarz swojego faceta w pubie pełnym ludzi... przebija tak niesamowita desperacja, że aż coś mnie przeszywa w środku. Co się tej dziewczynie musiało przydarzyć, że aż tak...

Leah, Leah, jesteśmy z tak różnych planet, a to mnie sobie wybrałaś na zwierzenia. Chciałabym móc cokolwiek poradzić, chciałabym uleczyć to wycie w Tobie. Ale nie mogę, nawet boję się za bardzo pozwolić Ci się zbliżyć bo mnie czasem przerażasz. Odmawiam, gdy po raz kolejny zapraszasz na drinka, życzę udanych wakacji gdy jedziesz do Grecji pieprzyć się bez pamięci z przygodnymi facetami. Wiesz, że oddzwonię i zostanę na telefonie zanim nie dotrzesz do domu. Gdy znów będziesz w środku nocy uciekać z jakiegoś przypadkowego łóżka.  

5 comments:

  1. Szukalam Cie w B ale nie znalazlam. A wiosna piekna tam byla tego roku...albo ja mialam szczescie na taka wlasnie trafic. Zawsze wyjezdzajac mysle, ze czas najwyzszy juz wracac tylko ciagle jeszcze nie wiem kiedy.

    Pozdrawiam
    derka

    ReplyDelete
  2. chyba się minęłyśmy, bo jak tylko przyjechałam do B. to deszcz, zimno i w ogóle...

    no i znowu się umawiamy jak sójki za morze! ;o)

    ReplyDelete
  3. No znowu sie umawiamy to sie w koncu umowmy. Gdzie i kiedy?
    D.

    P.S. Co tu trzeba zrobic zeby nie byc anonimem?

    ReplyDelete
  4. to moze w nastepny weekend? a bywasz w centralnym londynie? bo ja to teraz wiesz, tez na przedmiesciach ;o)

    aha, nie wiem dokladnie co trzeba zrobic, ja sie loguje moim adresem z gmaila...

    ReplyDelete
  5. W centralnym Londynie nie bywam ale moge sie pojawic. Dokladniej moze umowmy sie emailowo. Masz jeszcze moj adres "sklepowy"?

    D.

    ReplyDelete